UWAGA! Akcja mojego opowiadania umiejscowiona jest podczas trwania szóstego roku nauki w Hogwarcie. Wydarzenia zawarte w tomie szóstym i siódmym nie mają żadnego wpływu na tę historię. Charaktery postaci mogą różnić się od tych wykreowanych przez p. Rowling. || Miło by mi było bardzo, gdybyście zostawiali jakiś ślad po sobie w postaci komentarza, to dużo dla mnie znaczy i motywuje mnie do dalszego pisania. Z góry dziękuję~

czwartek, 14 stycznia 2016

008. I shiver each time that you say

Kiedy drugoklasistka wręczyła mu podczas śniadania notatkę od wicedyrektorki bez namysłu zerwał się z ławki i wybiegł z Wielkiej Sali ignorując komentarze i śmiechy. Zdyszany dopadł do drzwi Skrzydła Szpitalnego i łapiąc głęboki oddech wszedł do środka.
- Dobrze się pan czuje, panie Malfoy? - zapytała nauczycielka spoglądając na niego znad prostokątnych okularów. Kiedy pokiwał twierdząco głową bo wciąż nie był w stanie zdobyć się na powiedzenie czegoś McGonagall wróciła do rozmowy z pielęgniarką. Blondyn oparł się o ramę najbliższego łóżka czując, jak jego serce powoli wraca do normalnego rytmu. Felicity pewnie leżała na łóżku, które było dokładnie zasłonięte parawanami. Nie miał pojęcia dlaczego go tutaj wezwano ale chyba czekał już na wyjaśnienia wystarczająco długo.
- Pani profesor...? Chciałbym wiedzieć, dlaczego mnie tu wezwano.
- Panna Farnese obudziła się pół godziny temu. Pomyślałam, że chciałbyś o tym wiedzieć. - Uśmiechnęła się do niego ciepło i położyła mu dłoń na ramieniu kiedy przechodziła obok niego. - Myślę, że zważywszy na okoliczności pani Pomfrey pozwoli ci tutaj posiedzieć przed porannymi odwiedzinami. - Wychodząc zamknęła za sobą drzwi, a on na drżących nogach podszedł do parawanu. Za chwilę będzie mógł zapytać co dokładnie się stało i co zrobił jej ten dupek Harper i Montague.

Kiedy wychodził ze Skrzydła Szpitalnego natknął się na zdyszaną Granger ściskającą w dłoni taką samą karteczkę jak on otrzymał podczas śniadania.
- Jak ona się czuje?
- Obudziła się godzinę temu, wejdź i sama zapytaj.
- Kiedy się dowiedziałeś?
- Oderwano mnie od śniadania.
- Och, to dlatego... Byłam w bibliotece, żeby coś sprawdzić przed porannymi eliksirami. - Dziewczyna zarumieniła się nieznacznie, przerywając swój monolog. - Ale ciebie to pewnie nie interesuje, Malfoy. Mam nadzieję, że już nie potrzebujesz mojej pomocy i nie będziesz zakłócał mojego wolnego czasu.
- Masz rację, Granger, nie interesuje mnie co robiłaś zamiast jak normalny uczeń jeść śniadanie. Więc, proszę, przestań już trajkotać i idź do niej, bo po to tu przyszłaś. - Otworzył przed nią drzwi i gestem zaprosił ją do środka. Gryfonka chwilę się wahała ale ostatecznie zacisnęła usta w cienką linię i przeszła obok niego nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Chyba odrobinę za mocno zamknął za nią drzwi bo w pomieszczeniu rozległ się rozzłoszczony głos pielęgniarki. Wsunął dłonie do kieszeni spodni i pomaszerował do lochów na eliksiry, myślami jednak uciekając w całkiem niedaleką przyszłość. Miał na ten wieczór sporo zaplanowane. Hermiona próbowała w tym czasie wyjaśnić pani Pomfrey, że to nie ona trzasnęła drzwiami i że ma pozwolenie od wicedyrektorki, żeby odwiedzić Krukonkę. Kobieta była surowa i uparta ale zrobiło jej się szkoda Gryfonki, gdy dostrzegła cienie pod jej oczami i zaczerwienione oczy.
- Zaparzę wam herbaty.
Szatynka uśmiechnęła się do niej ciepło i poczekała aż kobieta zniknie w swoim gabinecie. Drżącymi dłońmi odsuwała parawan, w końcu nie wiedziała w jakim stanie jest jej przyjaciółka.
- Hermiona? Myślałam, że to znowu McGonagall chce mnie o to wszystko wypytywać.
- Nie strasz mnie tak więcej, proszę! - Nie mogła się powstrzymywać i mocno przytuliła dziewczynę, która tylko cicho stęknęła. - Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się martwiłam! Szczególnie po tych wszystkich plotkach, które słyszałam.
- Jakich plotkach? - Felicity odsunęła od siebie delikatnie przyjaciółkę, której oczy były mokre od łez. Hermiona szybko otarła policzki rękawami i spojrzała na Krukonkę.
- Słyszałam... - urwała zagryzając nieświadomie dolną wargę. Nie była pewna czy powinna powtarzać jej wszystkie historie, jakie rozpowiadali uczniowie. Z drugiej strony to byłoby bardzo nieprzyjemne dla Felicity, gdyby później wszyscy o niej szeptali po kątach, a ona nie miałaby pojęcia o co im chodzi. - Słyszałam, że któryś Ślizgon mówił, że... Mam nadzieję, że to tylko plotka...
- Wolę to usłyszeć od ciebie.
- Harperowi wymsknęło się raz, że Montague... - Odetchnęła głęboko, odwracając od niej spojrzenie. - Harper twierdzi, że Montague cię zgwałcił. - Hermiona bawiła się brzegiem swojej spódnicy czując, że policzki palą ją ze wstydu. Jeśli to wszystko co mówił o tamtej nocy Harper okaże się prawdą...
- Dobry żart - jęknęła Felicity nie powstrzymując już dłużej śmiechu. Po jej policzkach spłynęło kilka łez, gdy zacisnęła zęby na brzegu kołdry, aby nie ściągnąć im niepotrzebnie pielęgniarki na głowę. Gryfonka patrzyła na nią w niemałym osłupieniu.
- Ale to nie jest żart. Harper przyniósł do salonu Ślizgonów twoją szatę i dosyć szczegółowo niektórym opowiadał co się działo - mówiąc to skrzywiła się nieznacznie. Dotarły do niej pewne fragmenty z jego relacji ale nawet po kilku dniach wciąż budziło to w niej wstręt.
- A wspominał, że ja sama zdjęłam z siebie szatę? Czy raczej przypisał tę zasługę sobie albo co gorsza temu półgłówkowi z siódmej klasy? - Hermiona spojrzała na nią nieco zdziwiona.
- Słyszałam jak się chwalił, że zdarł z ciebie szatę chwilę przed...
- Czyli tak to było według niego? - Krukonka pokręciła głową z niedowierzaniem. - Że niby tak bez problemu zdarł ze mnie szatę po czym jego tępy przyjaciel mnie... zgwałcił. - Nawet jej to słowo z trudem przechodziło przez gardło, choć było to dla niej tylko słowo.
- Mówił, że byłaś zupełnie bezbronna...
- Może jeszcze błagałam go, żeby tego nie robił?
- Mniej więcej. A jak było naprawdę? Bo jego wersja jest chyba mocno naciągana. - Uśmiechnęła się do piątoklasistki i usiadła na krześle obok jej łóżka. Słyszała, że pielęgniarka idzie do nich z wcześniej obiecaną herbatą. Po chwili piły już gorący napój z dużych kubków.
- Owszem, nie miałam różdżki... Ale to nie znaczy, że bez niej jestem zupełnie bezbronna. No ale końcem końców wylądowałam pod Wierzbą Bijącą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mam nadzieję, że się podobało. Krytyka, miłe słowa, złe słowa - każda opinia jest ważna ヾ(@°▽°@)ノ